Zawody na wytrzymałość

 Zawody na wytrzymałość – to artykuł, który wpadł mi w ręce o tym jak trudno jest wyżyć z wymarzonego zawodu.

 

Zawody na wytrzymałośćTo, że artykuł ma już kilka lat na karku wcale nie czyni go mniej aktualnym, a wręcz odwrotnie, albowiem nic z opisanych zjawisk się nie zmieniło, czyli problem trwa i robi się coraz bardziej dotkliwy dla tych, których on dotyczy.

Sam wiem, jak trudno było mi zacząć w moim zawodzie, ponieważ uskuteczniano w nim swoisty paragraf 22; kiedy przychodziłem z projektem do dyrektora teatru, ten pytał gdzie mogę zobaczyć coś, co zrobiłem, a ja mu na to odpowiadałem, że wszyscy pytają o to samo i dopóki ktoś nie przełamie tej spirali to mogę tak chodzić do emerytury i prosić o debiut.

W moim przypadku świętej pamięci Zdzisław Jaskuła był tym pierwszym, który mi zaufał w Teatrze Studyjnym w Łodzi i odbyło się to „tylko” jakieś 2-3 lata po zakończeniu studiów, ale i tak bez wsparcia finansowego mojej mamy nie udałoby mi się utrzymać i zawód reżysera byłby dla mnie nieosiągalnym marzeniem.

Jeżeli ktoś spytałby się mnie jakieś 20 lat temu, jakie było moje marzenie – odpowiedź brzmiałaby; żeby móc się samodzielnie utrzymywać z mojego zawodu.

Mieliśmy taki żart z moim kolegą aktorem, który uskutecznialiśmy, kiedy było nam naprawdę źle – mówiliśmy sobie wtedy: „Nie martw się, jeszcze będą do nas przychodzić”, a kiedy to po kilku latach się o dziwo spełniło – mówiliśmy „nie martw się, jeszcze będziemy odmawiać”.

Akurat miałem tego farta, że w moim wypadku to się spełniło, ale większość kolegów z którymi kończyłem szkołę nie uprawia wyuczonego zawodu i jeśli mają szczęście oscylują gdzieś w jego okolicy; montują autopromocje dla stacji telewizyjnych, pracują jako instruktorzy w domach kultury, nagrywaj reklamy radiowe etc.

Dlatego wiedząc jak trudno jest młodym i jak hermetyczne środowisko często dba o to, żeby nie wpuszczać nowych do jego kręgu, jeżeli tylko mam możliwość to pomagam młodym adeptom reżyserii ofiarując im stanowiska asystenckie, albo polecając ich kolego dyrektorom.

Ale moje osobiste działania nie zmienią generalnego trendu którego motywem przewodnim jest opisany przeze mnie wyżej paragraf 22 „A gdzie mogę zobaczyć coś, co pan wyreżyserował”…..

Mordercza droga do prestiżowego zawodu

Zawody na wytrzymałość

Dziś przebijanie się do zawodów inteligenckich to wieloletnia walka o przeżycie, gra na granicy psychicznej i fizycznej wytrzymałości. Bez gwarancji, że zostanie się w końcu prawnikiem, architektem czy naukowcem. I że da się z tego utrzymać.
Przychodzi matka do urzędu pracy: – Miałaby pani coś dla mojego syna? Nieuk, nierób, pijak, ale niechby coś robił.

– Może murarz? Cztery tysiące na rękę.
– Za dużo, przepije.
– No to pomocnik murarza. Dwa tysiące.
– A za tysiąc nic by pani nie miała?
– To musiałby skończyć studia.

Żart. Coraz mniej zabawny. Od lat było do przewidzenia, że studia – zwłaszcza te masowe, marne, w pospiesznie otwieranych uczelniach byle czego – nie dadzą ani kasy, ani klasy. Ani pewnej pracy, ani dobrobytu, ani poważania. Lecz wydawać się mogło, że są zawody pewniaki, utrzymujące się zawsze na górnych szczeblach drabiny prestiżu społecznego. Adwokat, naukowiec, architekt….

link do całego artykułu:
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1563315,1,mordercza-droga-do-prestizowego-zawodu.read


#praca