ZEMSTA DYREKTORA

Nie wiem jaki jestem, ale cierpię, gdy mnie deformują… Wbrew wszystkiemu chcę być sobą.
/ Witold Gombrowicz/

gombrowiczWbrew pozorom, to proste stwierdzenie wcale nie jest tak banalne, jakby się wydawało.

Myślę, że w obecnym świecie, gdzie jesteśmy bombardowani wszelakimi sugestiami, pod postacią reklam, jest o wiele trudniejsze, niż kiedyś, ale dla artysty ten problem istniał od zawsze.

Życie cały czas weryfikuje na ile giętki ma kręgosłup.
Ile jest w stanie kupczyć sobą w imię sukcesu, sławy, korzyści i pieniędzy.

Ja sam doświadczam tego codziennie, pisząc prawdę o życiu teatralnym w Polsce i tym samym narażając się na ciągłą zemstę „grupy dzierżącej władzę” w teatrze i ich wychowanków i popleczników.

Doświadczałem już tego nie raz i metody tych Państwa są często rodem z poprzedniej epoki – żeby napisać wprost UBeckie. Mam nadzieję jeszcze napisać o tym, ale zapewniam Was, że są to często kuriozalne zachowania, jakby żywcem wyjęte z czasów, kiedy jeden telefon z komitetu potrafił wykreślić artystę z życia publicznego.

Ale oni zapominają, że ja w imię Teatru porzuciłem znakomitą karierę reżysera i scenarzysty telewizji komercyjnej, w której zarabiałem 10 razy więcej, niż w teatrze, więc trafiła kosa na kamień, bo póki mogę reżyserować w teatrze profity i korzyści (nie tylko majątkowe) mało mnie interesują. I to, że jakiś „Pan Redaktor” o mnie napisze źle, lub wcale, albo zepchnie mnie na ostatnie miejsce wyliczanek premier, które miały miejsce w danym miesiącu, które drukuje w swoim miesięczniku, obchodzi mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg (no z powodu przeciągającej się zimy, nawet jeszcze mniej).

Ostatnio przeżyłem absurdalną sytuację na jednym z festiwali teatralnych, kiedy to jego dyrektor zabronił ochroniarzowi wpuszczenia mnie na salę. I jak ta małostkowa kreatura stała  za  moimi plecami i rozkoszowała się tym faktem.

Najpierw poczułem się upokorzony, ale natychmiast po tym przyszła refleksja, że jest to maksymalny powód do dumy, bo jeśli ta „persona” uważana, za jedną z najmocniejszych w świecie teatru polskiego chwyta się tak małostkowych chwytów, żeby mi dowalić, to jest to wręcz powód do dumy.

Na marginesie z resztą mówiąc na spektakl i tak udało mi się wejść tylnymi drzwiami do studia telewizyjnego, w którym to „coś” było wystawiane. Więc porażka tego „Szanownego Pana”, była, że tak powiem podwójna!


#GrzegorzKempinsky #Grupadzierżącawładzę #Gombrowicz #WitoldGombrowicz