Żona despotka tłamsi pasje

Żona despotka tłamsi pasje – to następny odcinek „Trenera duszy” pióra Anny Rychter, tym razem o despotycznych małżonkach.


Żona despotka tłamsi pasje


Żona despotka tłamsi pasje

Wyszła na zewnątrz budynku. Na chodniku stał portier i z zamkniętymi oczami wygrzewał się w gorącym słońcu.

– Do widzenia – Jesienna przestraszyła go swoją kurtuazją – klucz położyłam na ladzie. Do jutra.

– Do widzenia, dzięki – portier spojrzał na nią niewidzącymi od słońca oczami i Jesienna pożałowała, że wyrwała go z zadumy.

„Może myślami był gdzieś na Kanarach, albo nad jakimś jeziorkiem i po prostu oderwał się na chwilę od rzeczywistości, bo jego skromna płaca na pewno nigdy w życiu nie pozwoli mu na wyjazd nad ciepłe morze. Co najwyżej może podskoczyć autobusem MZK nad lokalny zalew i wędkować, oczywiście jak mu żona pozwoli. Bo chyba ma jakąś żonę?”

Jesienna nie mogła zrozumieć, że są żony, które w despotyczny i niezrozumiały sposób zabraniają mężom rozwijać ich pasje. Zakazują im tego pod karą śmierci, rozwodu, wyrzucenia z małżeńskiego łoża, pozbawienia dostępu do schabowych, bądź pierogów ze skwarkami, czy utraty możliwości wypicia dwóch piw w czasie wieczornych wiadomości. A wszystko dlatego, że nie mogą pogodzić się z faktem, że człowiek musi się wyluzować i odreagować bez ich stałego dozoru i musi powtarzać cyklicznie jedną z wybranych czynności, którą może być:

– łowienie ryb – chociaż nigdy w życiu nie złowi złotej rybki, ale zamglonym świtem siedzi sobie nad brudnym bajorkiem i jarając fajki myśli o tym jak był młody i na swoją wędkę nie jedno(ą) już złowił

– majsterkowanie – tworzenie całymi godzinami kasetek z posklejanych do kupy zapałek, uprzednio oskrobanych z siarki. Kasetki przeznaczone będą na przechowywanie nie używanych od lat  spinek do mankietów męskich koszul. W dobie wypierania zapałek przez różnego rodzaju zapalniczki takie kasetki mogą być reliktem, pokazującym co to były zapałki i do czego mogły służyć człowiekowi w XXI wieku

– naprawianie samochodu – rozkręcanie całego mechanizmu, śrubka po śrubce, przy aprobacie sąsiada, w takim samym lub jeszcze mniejszym stopniu znającego się na rzeczy i budowie silnika, bez szansy na złożenie wszystkiego kiedykolwiek do kupy i możliwości pełnienia funkcji, do której został przeznaczony (silnik)

– uprawa działki ekologicznej – sadzenie, okopywanie, podcinanie drzewek owocowych, aby tuż przed porą owocobrania wyciąć je wszystkie w pień, bo okazało się, że to nie „ta” odmiana albo że zżarły je szkodniki, bo na ekologicznym poletku świadomie nie zostały użyte opryski

– politykowanie w osiedlowej pijalni piwa – śledzenie na bieżąco sojuszy militarno – politycznych i wraz z ilością opróżnionych kufli umacnianie lub zrywanie tychże

– totalne nicnierobienie – uczestniczenie we wszystkim tym, cokolwiek ten zwrot oznacza

Wszystkie wyżej wymienione czynności odbywają się w oderwaniu od ziemskiej czasoprzestrzeni i mają służyć wyłącznie osiągnięciu całkowitej nirwany. Taka joga w męskim wydaniu.

Portier wyglądał na takiego co osiąga szczytowanie tylko w trakcie łowienia ryb na pięciokrotnie już wulkanizowanym (przez kolegę – Majsterkowicza) pontonie.

Ciekawe jak często żona pozwalała mu na te wyjazdy? Może stała się tolerancyjna po kilku latach partnerskiego związku i kiedy on cały wolny czas spędzał mocząc kije, ona cieszyła się, że choć w weekendy może być żoną marynarza i zamiast czekać z talerzem gorącej zupy, spokojnie leżała sobie z odmładzającą maseczką na twarzy, ku obopólnemu zadowoleniu.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#trenerduszy