Zrobiło się słodko w ustach

Zrobiło się słodko w ustach – to następny odcinek znakomitej książki Anny Rychter, Trener Duszy o życiu codziennym kobiet we współczesnej Polsce.

Zrobiło się słodko w ustach – czyli Jesienna cieszy się z nowej znajomości.

zrobiło się słodko w ustach

Zrobiło się słodko w ustach

Jesiennej aż zrobiło się słodko w ustach. Oczywiście z głodu, ale cholera, przecież musi się odchudzać. Wszystko właśnie przez to się skomplikowało. Jakby nie była gruba, nie musiałaby szwendać się z rowerem po gminnych rozdrożach, nie spotkałaby Pawła i wszystko byłoby jak dawniej. No, ale  nie było…

Dzisiaj mijają trzy tygodnie odkąd go zna, a wydaje się jej chwilami, że zna go od zawsze. Nie czuje do niego żadnego dystansu, nie jest skrępowana w jego towarzystwie, może z nim pogadać na każdy temat. Są z tego samego pokolenia, w każdym jego zdaniu wyczuwa zrozumienie. Ma błyskawiczne poczucie humoru i potrafi śmiać się z siebie. Kiedy są razem, czuje się tak jakby spotkała kolegę sprzed lat, który pamięta wspólnych znajomych, równie dobrze jak ona. Zna niuanse, które łączą ich im tylko znanym kodem. Zaufał jej od razu. „Widać wzbudzam zaufanie”- Jesienna była zadowolona z siebie i z tej nieoczekiwanej znajomości.

Zadzwoniła do niego następnego dnia, po tym jak w sklepie Every Day napisał jej swój numer telefonu i nazwisko na odwrocie paragonu. Kiedy po paru próbach połączenia nie podnosił słuchawki, zorientowała się, że pewnie jest w szpitalu. Zadzwoniła na izbę przyjęć i zapytała o jego stan. Okazało się, że musieli go operować. Wyszła z pracy (oczywiście prywatnie) i pojechała taksówką do szpitala.

Granatowy zarost na twarzy i ciemnoniebieskie oczy mocno odcinały się od szpitalnej pościeli. Wyglądał jak ranny bohater dziewiętnastowiecznych pojedynków o cześć kobiety.

Zdumienie i radość na jej widok. Może dlatego, że zamiast podpieprzyć mu rower górski z zaplecza gminnego sklepu i zapomnieć, że się raz w życiu spotkali, po prostu przyszła do szpitala, tak jak się przychodzi do kogoś bliskiego. Zagipsowana noga leżała jak nieforemna kłoda zupełnie nie pasująca do całej jego postaci.

– I jak? – zagadnęła idiotycznie, szurając po podłodze foliowymi ochraniaczami na buty, w których teraz jej małe stopy wyglądały jak wytwory wyobraźni szalonego ortopedy.

– Och, to pani…- usiłował oprzeć się na łokciach, ale mu się  nie udało i opadł na poduszkę – Chyba dobrze, jestem po operacji… żeby jeszcze tak nie bolało…

C.D.N.

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#trenerduszy