Życie zależne od gęstości smoły

Życie zależne od gęstości smoły – jak bardzo wpływają na naszą percepcję nasze emocjonalne doświadczenia, które w zależności od naszej formy malują nam nasz świat.

 

Życie zależne od gęstości smoły

Życie zależne od gęstości smoły

Wczoraj wieczorem przydarzyła mi się historia o tyleż banalna i nie warta uwagi, co niezwyczajna, odkrywcza i dla mnie samego fascynująca.

Dość późno dosiadłem się do towarzystwa okupującego kanapę przed telewizorem czyli Ewy i psiej brygady.

Ewa, swoim zwyczajem przerzucała kanały z częstotliwością trzy do pięciu na sekundę, co doprowadza mnie do czerwoności, bo czynność to szybsza od myślenia.

Zatrzymaj proszę, powiedziałem ze spokojem i uprzejmością amerykańskiego policjanta z Seattle ścigającego wielokrotnego mordercę.

Zacząłem oglądać film, który mnie zaczarował, zaczadził, wciągnął i uczynił zupełnie kimś innym niż jestem.

Nie było w tym nic dziwnego, gdyż film oglądali i znają wszyscy.

„La la Land „. Obsypana Oskarami historia dwójki wrażliwców, z lekka nie przystosowanych do życia, utalentowanych, sinusoidalnych psychicznie, jak to w takich razach bywa, pięknych ludzi.

Wszyscy znają. Rzecz nie będzie o tym. Im bardziej oglądałem, tym bardziej mnie nie było.

Został tylko glos, ktory zwrócil sie do Ewy : ” To wspaniały film. Dużo piękniejszy niż ten, który oglądaliśmy kilka lat temu w kinie ” .

Po dwudziestu minutach ciszy absolutnej Ewa do mnie : ” Jak oglądaliśmy ten film, miałeś poważne problemy z A (cokolwiek miało by to oznaczać) . A film oglądaliśmy w zeszłym roku „

Uświadomiłem sobie w tym momencie, co się musiało ze mną dziać, skoro oglądałem zupełnie inny, nieudany , tandetny i źle skonstruowany film z okropnymi rolami Emmy Stone i Ryan’a Goslinga.

Kto we mnie ten film oglądał, jeżeli wyparłem z siebie absolutnie wszystko co wartościowe i unoszące, łącznie z momentem oglądania. Pamiętam jedynie, że wyszedłem z kina wściekły na to co widziałem i na stracony czas.

Wczoraj obejrzałem ten film po raz pierwszy.

Uświadomiłem sobie, tak dobitnie, chyba także raz pierwszy, jak całe moje artystyczne i nie tylko, życie, było zależne od ilości słońca lub gęstości smoły we mnie.

Gdybym był koniem na Służewcu, pewnie byłbym nie do pobicia w spokojny czas.

I ile potencjalnych medali straciłem nadinterpretowując, bądź nie mogąc się odkleić od otaczającej mnie rzeczywistości.

Cudownne, że dotarło to do mnie w tak dojmujący sposób wczoraj a nie za rok na przykład.

Co będzie lub nie będzie za rok….. Kto to wie…….?

Ta smoła, brud, chwasty i wszechogarniająca głupota zabierają nam możliwość postrzegania piękna. Nie dajmy się temu piekłu.

Wojtek Maryański

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=877428915762746&id=100004869375099


#emocje