Życzliwość za darmo

Życzliwość moim zdaniem jest towarem tak rzadkim w naszych czasach, jak szynka konserwowa krakusa w sklepie mięsnym w czasach głębokiej komuny.

życzliwośćDlatego jestem ogromnie szczęśliwy, że dzięki Facebookowi spotykam często życzliwość prawdziwą, bezinteresowną i całkiem pozbawioną jakichkolwiek podtekstów.

Mówi się często, że internet alienuje i paradoksalnie oddala ludzi od siebie zamiast ich przybliżać.

Myślę, że to też może być prawdą.

Ale nie tylko.

Albowiem internet jest tylko narzędziem i zależnie od tego, jak zostaje wykorzystane może równie dobrze ludzi do siebie przybliżać.

Życzliwość, której na necie doświadczyłem wielokrotnie przyćmiewa całkowicie te negatywne przypadki, agresji, głupoty, rasizmu i religijnego fanatyzmu, które niestety też czasami się zdarzają.

Ale na Facebooku mam na to prosty sposób – nie żywię się konfliktami, nie podsycam ich, nie czerpię satysfakcji z kłóceniem się z kimkolwiek i kiedy widzę, że motywy takich osób nie są szlachetne i nie ma miejsca na kreatywną dyskusję, po prostu takie jednostki blokuję i wyrzucam z grona znajomych – nie ma więcej sensu o tym ani myśleć, ani pisać.

Na szczęście poznałem o wiele więcej przypadków ludzi wspaniałych, niosących bezinteresowną pomoc, dających dowody sympatii i życzliwości własnie.

I tak od Bronka, Bronislaw Koltun, i jego wspaniałej żony Krysi, regularnie napływają życzenia z Australii, dostałem od nich piękny album malarski, a kiedy dowiedzieli się o mojej chorobie, ich córka Agnieszka, wysłała mi leki z Singapuru. Dostałem też od nich zaproszenie na spędzenie urlopu w ich domu w Toskanii.

Kiedyś chlapnąłem gdzieś, że lubię kwas chlebowy i ku mojemu zdumieniu, kilka dni później na portierni teatru czekała na mnie paczka z dwoma ogromnymi butelkami kwasu chlebowego prosto z Ukrainy, które wysłał mi Roman Pukar z Lwowa.

Przede wszystkim, gdyby nie Witold Augustyński, w ogóle nie było by tego Bloga, bo to ten czarodziej komputerowy mi go stworzył i namówił do prowadzenia.

Cenię sobie ogromnie moją wirtualną przyjaźń z Ireną, Irena Komar z Kanady, która jest gotowa wskoczyć za mną w ogień. Z wielką wzajemnością zresztą.

Dzięki Facebookowi odnalazłem także jedynego żyjącego członka mojej rodziny, moją cudowną kuzynkę z Brukseli, której miłość dodaje mi sił.

Nie dalej niż, wczoraj Magdalena Reichert, dowiadując się, że nasz teatr jest w finansowej potrzebie załatwiła korzystną umowę z jej bankiem.

Agnieszka, Agnieszka Rękawiecka która wie co powiem, zanim zdążę o tym nawet pomyśleć.

Nie mogę też pominąć Maryla, Maria Motaj Dziaczko, codziennie podnosi mnie na duchu swoim cudownym uśmiechem.

Itd. itp. etc.

proszę się nie obrazić, jeśli nie wymieniłem kogoś osobiście, to nie znaczy, że o Was nie pamiętam, a przykładów na życzliwość, z którą spotykam się codziennie mógłbym mnożyć bez końca.

Tak więc w dobie szalonego merkantylizmu, kiedy pożądanie rzeczy martwych, a więc nekrofilii jest wszechobecne, kiedy człowiek, człowiekowi wilkiem, kiedy zakłada się specjalne portale internetowe tylko z pozytywnymi wiadomościami, bo dosłownie rzyga się tanim skandalizowaniem, którego pełne są nasze media, na wyciągnięcie ręki jest też życzliwość, która moim zdaniem funkcjonuje na zasadzie jednego z najstarszych mądrości ludzkości, czyli „co chcesz dostać – dawaj”.

Amen


#życzliwość