Żyjąca w Polsce

„Żyjąca w Polsce i Głowa Rodziny” to kolejny odcinek znakomitej książki Anny Rychter pt. „Żyjąca w Polsce i inne stany nieważkości” o otaczającej nas rzeczywistości.

 

Żyjąca w Polsce i Głowa Rodziny

 

Żyjąca w PolscePo kilkunastu wspólnych latach Związek Żyjącej w Polsce z Głową Rodziny przechodził fazę przyczajenia. Coraz mniej wspólnych tematów do rozmów, ciągłe zmęczenie, brak czasu, mijanie się w drzwiach. Coraz rzadziej mieli ochotę na seks, od lat nie spędzili wspólnie urlopu poza domem.

Głowa Rodziny odsypiał nocne dyżury albo chodził do knajpy na piwo.

Żyjąca w Polsce sprzątała albo w łóżku czytała zaległe lektury.

Na wspólny wyjazd nie było ich stać, wystarczy, że wysyłali na wakacje swoje Latorośle.

Dawno temu, kiedy się pobierali mieli po dwadzieścia kilka lat, mnóstwo optymizmu i planów na przyszłość.

Młodzi, wykształceni, pełni zapału i sił, wierzyli, że czeka ich normalne życie. Rok 1989 przyniósł dodatkowy powiew wiary i nadziei – teraz musiało zmienić się na lepsze. Zdawało się, że bezpowrotnie minęły czasy absurdu i niedorzeczności.

Założyli rodzinę, doczekali się potomstwa, obydwoje pracowali, minęło 20 lat i co? Co się zmieniło? Jak wygląda teraz ich życie? Jedno jest pewne -nadziei już nie mają – tutaj nigdy nie będzie normalnie i dobrze. Nic na to nie wskazuje.

Co kilka lat przed kolejnymi wyborami, karmieni złudnym optymizmem obywatele, idą oddać swój głos na wybranych kandydatów.

A ci z kolei, kiedy już zagnieżdżą się na piedestale władzy realizują swoje ambicje-uprawiają zawód polityka.

Tylko patrzeć jak po następnych wyborach ukażą się w prasie ogłoszenia następującej treści:

„Komitet Wyborczy Wielkiego Wygranego serdecznie dziękuje wszystkim, którzy oddali na mnie swój głos, przyczyniając się tym samym do mojego zwycięstwa. Jestem już przy korycie. A teraz Drodzy Wyborcy możecie pocałować mnie w dupę!”

Nic dodać nic ująć. Naga prawda o tym co się wokół dzieje.

A ktoś taki jak kobieta i to Żyjąca w Polsce zawsze ma przechlapane.

Czy to średniowiecze, czy sanacja, czy okupacja, czy socjalizm, czy demokracja – zawsze na nic.

Faceci albo wojują, pójdą do armii lub partyzantki, albo biją się o stołki.

A prawdziwe życie spada na kobietę:

urodzić, wychować, posprzątać, kupić, zająć się wszystkim.

Wciąż trzeba się poświęcać, mało praw respektowanych, dużo obowiązków. Jak zaczynasz pokazywać, że jesteś, że czujesz, że cię boli, że się nie zgadzasz, to jesteś feministka i we łbie ci się przewraca, bo jak chcesz równouprawnienia to idź do kopalni i fedruj albo zabijaj wieloryby.

Z jednej strony możesz być muzą, dla której jakiś długowłosy gość  w apaszce na cienkiej szyi pisze sonety, a z drugiej, ty po ich przeczytaniu musisz uwielbiona na wieki zająć się mieszaniem w garnkach, praniem, dźwiganiem siat, źle płatną pracą, byciem żoną i matką.

Tzw. równouprawnienie obowiązuje  we wszystkim: pijany facet na ulicy to normalka, pijana kobitka idzie na stos.

Wracająca codziennie z pracy do domu Żyjąca w Polsce (teraz już unijnej) ma w głowie swój biznesplan:

-zagospodarowanie przyniesionych w siatkach produktów,

-gotowanie na następny dzień,

-zrobienie kolacji,

-nastawienie prania,

-pomoc Latoroślom w lekcjach.

O zmęczeniu czy niedyspozycji nie może być mowy.

Popołudnie i wieczór to czas na drugi etacik.

Taki niewymierny, na czarno, bez umowy o pracę, naturalny i niezbędny, bez premii i awansów.

Głowa Rodziny śpi w tym czasie smacznie, odrabiając nieprzespaną po dyżurze noc, bo przecież to on zapewnia byt materialny rodzinie.

Całą resztą świata zajmuje się w tym czasie Żyjąca w Polsce.

Mijają się codziennie, prowadzą zdawkowe rozmowy:

jakie rachunki są znowu do zapłacenia, czy są jakieś kłopoty z Latoroślami w szkole, czyje buty są za małe, dlaczego przecieka kran, skoro niedawno był reperowany, kto bez pamięci korzystał z telefonu, czemu znowu na obiad jest kasza jęczmienna, której nikt nie lubi, kto zawirusował komputer itp., itd.

Żyjąca w Polsce w kieracie pytań i odpowiedzi, pogoni i obowiązkach coraz częściej zadawała sobie niepokojące pytanie: ku czemu to wszystko zmierza? Jak wygląda życie jej i Głowy Rodziny?

Tylko problemy i coraz wyższe rachunki, coraz więcej rezygnacji ze wszystkiego co kiedyś dawało przyjemność i odpoczynek. Kurczowe trzymanie się posiadanych, źle płatnych etatów, arogancja zwierzchników, zazdrość, podłość, kopanie dołków pod sobą nawzajem.

Większość zwykłych ludzi jakby stanęła na uboczu, licząc, że zła passa  w końcu się odwróci.

Młodzi, nie obarczeni rodzinnymi obowiązkami  masowo wyjeżdżają żeby zarobić trochę euro gdzieś w Europie. Na lepsze jutro. Doprowadzeni do ostateczności ekonomicznej matki i ojcowie, pozostawiają dzieci z dziadkami i też emigrują.

Rozpadają się małżeństwa, zawirusowane emigracją zarobkową, ale rozpadają się też i tutaj, często z powodu niedostatków, braku samodzielnego mieszkania, wegetowania przy emeryturach czy rentach Seniorów Rodu.

Pozostawanie w kraju graniczy z szaleństwem i schizofrenią.

To, co tu się dzieje nie napawa optymizmem:

najdroższe na świecie rozmowy telefoniczne i ceny paliwa do samochodów, droga żywność, lekarstwa, buty, odzież. Dobrze, że są ciuchlandy, to można jeszcze coś kupić bez drapania się w głowę.

Żeby w tych warunkach funkcjonować, trzeba naprawdę być wielkim ekonomistą, bo według wszelkich przesłanek, większość rodzin powinna zniknąć z powierzchni ziemi. Ale historia nie raz pokazała, że Polka potrafi.

Przykładów nie ma co przytaczać.

Czym różnimy się od Angielek, Szwedek, Niemek, Amerykanek, Francuzek?  Czy one są lepsze od nas? Ładniejsze? Mądrzejsze? Bogatsze? Bardziej świadome? Jak wygląda nasza niezależność we własnym kraju?

Ile jest Żyjących w Polsce, które mogą powiedzieć, że są niezależne całkowicie od Głowy Rodziny, że naprawdę oddychają pełną piersią?

A może same jesteśmy sobie winne? Za dużo bierzemy na siebie, a za mało wymagamy? Każdy ma to na co zasłużył.

Ale czy głupio zarządzający szef, autokrata z telewizji, tyran i despota  domowy potrafi zabić we mnie moje „ja”?

Czy ojciec, mąż, kochanek lub konkubin może mnie tak poniżyć, żebym nie rozumiała kim jestem i jaka jest moja wartość?

Żyjąca w Polsce wiedziała, że tak też bywa. I to często.

Anna Rychter
https://www.facebook.com/anna.rychter.12?fref=ts


#Polska