Dziecko w dobie tureckich dżinsów

Dziecko w dobie tureckich dżinsów – to następny odcinek „Trenera duszy” pióra Anny Rychter, tym razem o tym, że są młodzi, którzy chcą mieć więcej niż jedno dziecko.


Dziecko w dobie tureckich dżinsów

Dziecko w dobie tureckich dżinsówJesienna wzięła głęboki oddech. Kwietniowe słońce przypiekało już od rana, dając nadzieję, że nabrzmiałe sokami pąki na drzewach szybko rozwiną się w liście i kwiaty.

Mimo spóźnienia wstąpiła jeszcze do sklepiku osiedlowego po butelkę mineralnej bez gazu.

„Będę się przecież odchudzać, więc muszę oszukiwać żołądek, tak jak radzą prawie wszystkie diety.”

Za ladą stała Iskierka – ekspedientka, którą Jesienna bardzo lubiła. Śliczna, drobna, zawsze uśmiechnięta młoda matka i żona. Iskierka była dla Jesiennej zagadką minionej młodości.

„Jak ona to robi, że zawsze jest szczęśliwa, wesoła, starannie umalowana, ma poukładaną fryzurkę i francuski manicure bez odprysków?” – myślała z podziwem i zazdrością Jesienna, która na dobrą sprawę mogłaby być matką Iskierki.

„Przecież sklepik jest czynny od szóstej rano, więc ona musi wstać co najmniej o piątej, żeby z drugiego końca miasta przyjechać rowerem i przyjąć na sklep świeży towar. A jej dzieciak? Chyba mąż idzie później do pracy i po drodze odstawia go do przedszkola. Nie ma innego wyjścia, musi istnieć jakaś synchronizacja.”

Ale dzisiaj Iskierka była smutna i zdenerwowana. Miała oklapnięte włosy i zaniedbane paznokcie. Podała Jesiennej wodę mineralną, a przy wydawaniu reszty, łzy zakręciły się w jej oczach.

– Co się stało? – Jesienna nie mogła uwierzyć, że w ten piękny, wiosenny poranek można być tak ponurym.

– Nic, nic… – Iskierka opuściła w dół nie umalowane rzęsy.

– Wiosna idzie wielkimi krokami, tak zielono zrobiło się przez noc… –usiłowała ją pocieszyć Jesienna.

-A co mnie to wszystko obchodzi? Jestem załamana. Od wczoraj wiem, że znowu nie jestem w ciąży. Dlaczego? – łzy Iskierki zaczęły kapać na kasę fiskalną.

-Nie jest pani w ciąży i dlatego płacze? Nie rozumiem… Gdyby było odwrotnie… Przecież ma pani już jedno dziecko… więc o co chodzi? – Jesienna sama była zdumiona swoimi mało delikatnymi pytaniami wścibskiej baby w wieku chimeryczno – klimakterycznym.

– Mam, mam i co z tego? Jedno dziecko, to nic, to za mało! Misiek ma przecież już cztery latka, a wciąż jest sam. Będzie cholernym samolubem i egoistą. Wie pani chyba, że z jedynaka to ni pies ni sobaka. Jeszcze przed ślubem planowaliśmy z Kochającym, że będziemy mieć co najmniej trójkę dzieci, a teraz co? Minęło pięć lat po ślubie, pracujemy obydwoje, mamy mieszkanie, a Misiek wciąż singluje.

Jestem zdrowa, byłam parokrotnie u lekarza i wszystko jest ze mną w porządku… Teraz chyba będzie musiał pójść Kochający i zrobić specjalistyczne badania. To z nim na pewno coś jest nie tak. Wie pani, on ciągle jeździ tym samochodem, całymi dniami siedzi za kółkiem, żeby jak najwięcej zarobić, bo chcemy powiększyć rodzinę. Może przez te sztuczne tureckie dżinsy przegrzały mu się jądra i ugotowały plemniki? Czytałam w jakimś czasopiśmie kobiecym, że tak może być! Kochający przecież nie pali i nie pije. Więc co innego? Chyba, że dwa lata temu zaraził się od Miśka świnką i to wszystko naraz zrobiło go bezpłodnym. Przecież nie ma innego wytłumaczenia. Nie stosujemy żadnej antykoncepcji.

A może pani zna jakiegoś specjalistę, to ja namówię Kochającego i pójdziemy do niego razem. Nasz Misiek nie może być jedynakiem!

Zbaraniała Jesienna kiwnęła głową:

-Popytam dziewczyn w pracy. Będzie pani jutro rano w sklepie?  Postaram się jakoś pomóc, czegoś poszukam w Internecie, tylko niech pani nie płacze…

– Muszę, muszę to wypłakać, żeby znowu wziąć się do kupy i próbować w tym miesiącu. A może na wiosnę obudzi się i mój Kochający? My musimy mieć drugie dziecko!

Jesienna wzięła z lady swoją mineralną, położyła pieniądze i wyszła ze sklepiku.

„Drugie dziecko! Nie do wiary! Myślałam już, że nie ma takich małżeństw. A tu się okazuje, że dzisiaj w dobie kolejnego oczekiwania na cud gospodarczy, emigracji zarobkowej, rozwodów, wspólnych z rodzicami mieszkań na  kupie są młodzi, którzy chcą mieć drugie, a może i każde następne dziecko. Heca! Mnóstwo ludzi, których znam nie chce mieć żadnych dzieci, dopóki nie będą mieszkać we  własnym domu, dobrze zarabiać, dopóki nie zrobią kariery. Jedno dziecko byłoby dla nich pokrzyżowaniem planów, a co mówić drugie…”

CDN

Anna Rychter

strona, gdzie można kupić całą książkę:
http://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=trener_duszy,druk


#bezdzietność