Jak przepuścić forsę

Jak przepuścić forsę – następny odcinek kryminału mojego przyjaciela z Irlandii, który tu publikuję, a który nigdzie się jeszcze nie ukazał.

Mój kumpel z Irlandii zaczął pisać fajny kryminał, który na tyle mi się spodobał, że będę go na bieżąco tłumaczył i zamieszczał w odcinkach na moim blogu. Ma tytuł “Podwójna śmierć w Hamlet City”, a dzisiejszy odcinek jest o tym jak przepuścić forsę, która się niespodziewanie odziedziczyło.

 

 

Jak przepuścić forsę

 

 

Jak przepuścić forsę

John Bilberry był ultrakonserwatywnym tradycjonalistą, który wszem i wobec, w domu i w swojej jednoosobowej kancelarii usytuowanej w siedemnastowiecznej kamieniczce przy Salt Place, powtarzał w kółko, że: „ta elektronika, to zguba dla świata, nigdzie nie można się ukryć przed dostępnością w sieci, i po co to komu, to się źle skończy, takie bycie w ciągłej gotowości i kupowanie wciąż coraz nowszych modeli sprzętu, aż w końcu Ziemia nam za to wszystko wystawi rachunek!”

 

Tymczasem Rose z ojcem stali już przy drzwiach wyjściowych, posyłając zniecierpliwione spojrzenia w kierunku Lei, która wyłączywszy gaz, zdjęła pokrywkę z rondla, po czym już w przedpokoju spakowała do torebki ulubioną szminkę i paczkę chusteczek higienicznych, gdy zadzwonił telefon.

 

– Nie, mamo, proszę, nie odbieraj, nie ma czasu, błagam… my z tatą wychodzimy…- Rose zdecydowanie ponaglała matkę.

 

Była już 11.40, a niedzielna msza zaczynała się w kościele Saint Michel punktualnie o godzinie 12.00.

 

Jednak Lea machnęła tylko ręką na znak przyzwolenia żeby spokojnie szli, bo ona -jak zwykle-dogoni ich w połowie drogi.

 

Otworzyła etui swojego Samsunga i zobaczyła, że dzwoni Mona Sand.

 

„Czego ona, u diabła chce i to w dodatku w niedzielne południe? Może nie będę się zgłaszać?”- ostrożnie przytrzymała komórkę żeby przypadkiem bezwiednym pociągnięciem palca nie odebrać połączenia. Ale Mona dzwoniła uparcie, nie dając za wygraną, jakby telepatycznie widziała, że Lea celowo unika z nią kontaktu.

 

Od wielu lat pracowały z Moną w firmie Petera Shrinka  Profit et Loss Account, zajmującej się prowadzeniem księgowości i rachunkowości dla firm. Najpierw siedziały razem, w jednym pokoju przy biurkach ustawionych naprzeciwko siebie, ale kiedy Mona popadła w tarapaty finansowe i zaczęła niekontrolowanie pożyczać forsę w różnych bankach i jakichś dziwnych biurach kredytowych, wytrzymanie z nią kilka godzin biurko w biurko zaczęło być bardzo męczące.

 

Tym bardziej, że Mona z każdym dniem coraz bardziej traciła głowę i poczucie rzeczywistości. Nie radziła sobie ze służbowymi obowiązkami. Jej telefon dzwonił non stop: albo atakowali ją różnego rodzaju windykatorzy i oszukani kredytodawcy, albo ona wydzwaniała do coraz to innych miejsc, w których pożyczała małe sumy na wysoki procent.

 

Praca z Moną stała się koszmarem – Lea wciąż musiała wyręczać ją w obowiązkach, bo ta po prostu nie miała czasu żeby pracować, zakręcona wciąż nowymi problemami. Stale też powtarzała jak mantrę, że ciężkie jest życie samotnej kobiety, która ma na utrzymaniu dziecko. Bo Mona krótko była mężatką, szybko wzięła rozwód z beznadziejnym (jej zdaniem), choć młodszym o pięć lat Rickiem. Wprawdzie to dziecko, które wychowywała, było od kilku lat całkiem dorosłą kobietą, lecz Mona twierdziła, że jej jedyna córka Mathilde nie jest stworzona do żadnej pracy, za to należy jej się wszystko, co najlepsze, więc była wciąż na utrzymaniu matki.

 

Aż nagle los uśmiechnął się całkiem szeroko do Mony. Jakiś czas temu, zupełnie niespodziewanie dla niej samej, dostała całkiem pokaźny spadek po bezdzietnej ciotce z Edynburga.

 

Lea ucieszyła się wtedy bardzo, bo miała nadzieję, że oto nadszedł kres finansowych kłopotów Mony Sand i wreszcie będzie można spokojnie pracować w biurze rachunkowym Petera Shrinka.

 

Niestety, już wkrótce okazało się, jak bardzo się myliła. Zaraz po tym,  gdy spadek zasilił jej konto, Mona zaczęła wydawać pieniądze jak szalona: zafundowała znudzonej Mathilde cztery wycieczki dookoła świata, kupiła niezliczone ilości drogich butów i ubrań, bawiła się w coraz liczniejszym towarzystwie, które bardzo chętnie korzystało z jej niepohamowanej hojności. Od razu nabyła też nowy samochód, zaczęła jadać w drogich restauracjach, a w pracy zamiast skupić się na prowadzeniu dokumentacji, wciąż wydzwaniała po różnych dziwnych znajomych, opowiadając im godzinami, co i za ile kupiła i gdzie zamierza spędzić najbliższy weekend.

 

W ten sposób pieniądze, które łatwo przyszły, rozeszły się bardzo szybko, tak szybko, że Mona nie zdążyła nawet spłacić reszty kredytu, który obciążał jej kieszeń po zakupie małego domku z ogródkiem na przedmieściu Hamlet City.

 

Jeszcze szybciej Mona Sand popadła w kolejne, jeszcze większe zadłużenie, z którego teraz kompletnie nie było widać szczęśliwego wyjścia. Tym bardziej, że w jej rodzinie nie było już więcej bezdzietnych ciotek, które mogłyby wspomóc ją schedą.

 

I wtedy Lea nie wytrzymała i poprosiła szefa o przeniesienie do innego działu, co nastąpiło po jej zdaniem najdłuższym miesiącu nerwowego oczekiwania. Tak poznała Harriett Headsquare-trochę egzaltowaną i nadwrażliwą żonę Bryana Headsquera.

 

C.D.N.

 

 

Zadłużanie się – choroba czy sposób na życie?

Zadłużanie się dotyczy zarówno uzależnionych od narkotyków czy hazardu, jak i tych, którzy poprawiają sobie nastrój dobieraniem kolejnych pożyczek.

 

czytaj cały artykuł:
http://www.swiatproblemow.pl/zadluzanie-sie-choroba-czy-sposob-na-zycie/


#pieniądze