Rozwiedziona i psychopata

Rozwiedziona i psychopata to piąty odcinek książki Anny Rychter pod tytułem „Żyjąca w Polsce i inne stany nieważkości” znakomicie traktującej o otaczającej nas rzeczywistości.

 

 

Rozwiedziona i Psychopata

 

psychopataRozwiedziona była w rozpaczliwej sytuacji. Po rozstaniu z Psychopatą, została sama z trójką Latorośli, tysiącem złotych pensji i wielkimi długami po „interesach” byłego męża.

Alimentów też nie udało się jej specjalnie wywalczyć, bo Psychopata popłynął w rejs na Wyspy Brytyjskie, gdzie jak stwierdził jego pełnomocnik(!) w sądzie ”spał pod mostem nad Tamizą i nie miał się nawet czym przykryć”. W tym samym czasie fundusz alimentacyjny został zlikwidowany. Państwo przestało pełnić opiekuńczą rolę wobec samotnych matek. Krach jak ten na giełdzie papierów wartościowych.

Rozwiedziona zagnana przez Psychopatę w ciemną uliczkę długów i przemocy, ledwo dawała sobie radę sama ze sobą.

Trójka małych Latorośli, była również wykończona życiem, które zgotował im Tatuś – Psychopatuś.

Przed ostatecznym rozwiązaniem ich związku Psychopata wciąż dowodził, że bezgranicznie kocha rodzinę. Zabronił żonie pracować, zniszczył jej dokumenty, nie płacił rachunków, nie łożył na życie, wymagał bezwzględnego posłuszeństwa, szczuł dzieciaki przeciwko matce.

Jedyne co po nim zostało w nadmiarze to chybione inwestycje, długi i kredyty, przewalający się przez mieszkanie wierzyciele, windykatorzy, komornicy oraz siniaki na rękach i twarzy wtedy jeszcze (Nie) Rozwiedzionej.

Kiedy wreszcie zdecydowała się na rozwód, już na sali sądowej pojęła, jak trudno jest uwolnić się z pęt nieudanego związku.

Najpierw Psychopata usiłował zrobić z niej wariatkę, która nie umie zająć się domem i dziećmi tylko idzie do pracy, potem nie chciał zrozumieć, że przemoc seksualna w małżeństwie to inaczej gwałt, a na koniec uznał, że musi sam ratować się przed dłużnikami i salwował się ucieczką przez Kanał La Manche.

Tam szybko stanął na nogi, skromnych alimentów nie dał sobie podwyższyć, zaczął nowe życie i tylko od czasu do czasu dzwonił do swoich Latorośli, żeby im powiedzieć, że żadnej dodatkowej forsy im nie da, bo mają Matkę-Wariatkę.

Rozwiedziona musiała sama stawić czoła wszystkim przeciwnościom losu. Ale cóż, sama tego chciała, wszak to ona zdecydowała się na rozwód i wywleczenie małżeńskiej gehenny przed oblicze Niewidzącej Temidy.

Mogła  przecież nadal siedzieć pod jednym dachem z Psychopatą i cierpliwie znosić wszystko to, co prawowity małżonek miał jej do zaoferowania.

Mogła zachować status quo i pozwalać się nadal bić, być gwałconą przez ślubnego, okradaną, wyśmiewaną i lżoną.

Mogła, ale z jej tylko wiadomych względów nie chciała.

Kiedy koło rozwodowe zaczęło się kręcić, wtedy jeszcze (Nie)Rozwiedziona na jednej z rozpraw dowiedziała się od Sprawiedliwie Sądzącej, że:

– powinna zastanowić się, czy nie przesadza z tym Psychopatą, wszak przysięgała mu przed ołtarzem, że będzie z nim na dobre i na złe i być może  teraz przyszło to „złe”, dlatego on zaciąga długi w bankach, a w domu na siłę domaga się spełniania małżeńskich obowiązków, zaś ona od razu wulgaryzuje, nazywając to gwałtem,

– powinna wykazać więcej pokory wobec życia małżeńskiego, bo nikt nie jest ideałem, a już ona na pewno nim nie jest,

– jeśli jednak upiera się, że nie chce być z mężem, a brakuje jej forsy na życie, to może zostawić trójkę swoich małoletnich Latorośli i popołudniami, po powrocie z pracy, dorobić do skromnego budżetu.

Sprawiedliwie Sądząca nie wskazała jednak (jak przystało na autorytet moralny) żadnych konkretnych sposobów zarobkowania wieczorową porą, spłaty długów, bezpiecznego wydostania się nocą z balkonu czwartego piętra, ani osiągnięcia orgazmu w czasie małżeńskiego gwałtu. Nie to przecież należało do jej zadań za sędziowskim stołem.

Wreszcie, po długich rozprawach sądowych, badaniach psychologicznych

w różnego rodzaju poradniach rodzinnych i rozpaczliwych próbach scalenia nieudanego od początku związku, (Nie)Rozwiedziona stała się Rozwiedzioną.

Nowa sytuacja postawiła przed nią kosmiczne wyzwania.

Przed Rozwiedzioną – teraz już Samotną Matką wyrastał coraz wyższy mur niemocy i niedostatku. Latorośle potrzebowały do normalnego życia wszystkiego: jedzenia, książek, butów, korepetycji, biletów do kina, kurtek i Bóg wie czego jeszcze.

Sama Rozwiedziona również miała się coraz gorzej.

Zszargane nerwy, chroniczny brak forsy na podstawowe potrzeby i wiszące nad głową płatności, wynikające ze wspólnoty majątkowej z Psychopatą, spędzały jej sen z powiek.

Przez pewien czas miotała się w absurdzie i niedorzecznościach, brała leki uspokajające, paliła papierosa za papierosem, nie jadła, nie spała, aż wreszcie doprowadzona do ostateczności, zostawiła latorośle z Dobrymi Ludźmi, wzięła urlop bezpłatny w Królestwie Prowincji i wyjechała pracować do Słonecznej Italii.

Na swoje szczęście nie trafiła do żadnego z osławionych obozów pracy.

Szybko nauczyła się nowego języka starożytnych Rzymian, obsługi aparatu do dializ, robienia zastrzyków i  wymieniania pampersów włoskim dziadkom.

Zyskała szacunek nowych pracodawców, zarobiła trochę euro, wróciła do domu i jakoś powoli odbiła się od dna.

Zobaczyła jak w innym kraju szanuje się i wynagradza pracującą kobietę.

Teraz już wiedziała, że stanowczo za długo pozostawała w chorym układzie z chorym facetem tylko dlatego, że był ojcem jej dzieci.

Dopiero tam,  z dala od domu uwierzyła w swoje siły, nabrała mocy i wiary w to, że jednak potrafi dać sobie radę.

„Dzieci potrzebują ojca”. Ile jest prostej prawdy w tym  stwierdzeniu, Rozwiedziona dowiedziała się dopiero teraz, kiedy chłodnym spojrzeniem zlustrowała swoje rozwiązane już urzędowo małżeństwo.

Ona przecież też potrzebuje męża. Ale ma to być mąż i ojciec z prawdziwego zdarzenia.

Ten, za którego wyszła za mąż kilka lat temu i który stał się ojcem jej dzieci, nie spełnił swojego zadania. Tak naprawdę on nigdy ich nie potrzebował. Byli dla niego jedynie przeszkodą w pokrętnych interesach. W domu ciągle ktoś czegoś od niego wymagał: przedszkole, szkoła, lekarz, pralka, lodówka, dywan.

Nie mógł tego znieść. W dodatku zupełnie nie znał się na interesach i za każdym razem wtapiał coraz większą forsę.

Widząc, co się święci, żona zaczęła mieć własne zdanie.

Wróciła do pracy przerywanej urlopami macierzyńskimi. Nie chciała więcej godzić się na kolejne pożyczki, zaciągane na chybione inwestycje.

Tym samym było coraz gorzej.

Kiedy awantury nie przynosiły rezultatu, Psychopata zaczął używać mocniejszych argumentów.

Pierwsze działania powiodły mu się, bo zadziałał efekt zaskoczenia.

Potem nie było już tak łatwo. Wszyscy zaczęli się bronić. To wzmogło jego agresję i utwierdziło w przekonaniu, że musi naciskać ze zdwojoną siłą.

Najłagodniejszą karą było zamykanie nieposłusznych na balkonie czwartego piętra, niezależnie od pory roku, pory dnia czy pogody.

Ale już wkrótce Psychopata zaczął używać przemocy przy każdym spotkaniu z rodziną. Złe stopnie w szkole, niepunktualny powrót z pracy lub ze szkoły do domu, brak surówki do obiadu, zimna herbata – wszystko było dobrym pretekstem do rękoczynów.

Najgorzej jednak miała Rozwiedziona – niczym nie wytłumaczalny brak ochoty na seks w małżeńskim łóżku z Psychopatą kończył się użyciem siły.

Zdeptana moralnie i fizycznie, całymi dniami  nie patrzyła nawet na swoje odbicie w lustrze. Bała się, że napluje sobie samej w twarz. Chorobliwie schudła i zestarzała się o dziesięć lat. Z sympatycznej, wykształconej i ładnej kobiety zmieniła się w przestraszoną, sczerniałą kukłę, która bała się wrócić z pracy do domu. Znajomi nie poznawali jej na ulicy. Nikogo nie mogła zaprosić do swojego domu, bo według Psychopaty wszystko tam było jego. Dom przede wszystkim. Ona i dzieci stawali się również powoli jego własnością.

Nie mieli nic do powiedzenia, bo jego zdaniem nic mądrego powiedzieć nie mogli. Kierowniczą  rolę w ich życiu przejmował z dnia na dzień Psychopata.

A on sam miał się coraz lepiej. Stać go było na drogie ciuchy i  najlepszych dentystów, kupił sobie nowy samochód i wcale nie przejmował się nie spłacanymi długami. Zresztą na sprawie rozwodowej stwierdził, że wszystko to robił dla dobra swojej rodziny, ale nikt go nie doceniał.

 

Oglądając się za siebie Rozwiedziona naprawdę cieszyła się z tego, że potrafiła zerwać toksyczny związek z Psychopatą i choć przeszła przez piekło, wyszła z niego tylko poparzona.

Jednakowoż jako kobieta „po przejściach” nie miała na razie najmniejszej ochoty na wiązanie się z jakimkolwiek osobnikiem płci przeciwnej.

 

Psychopata

Osobowość dyssocjalna

Osobowość dyssocjalna, psychopatia, osobowość antyspołecznazaburzenie struktury osobowości o charakterze trwałym, dotyczące 2–3% każdego społeczeństwa. Zaburzenie to wiąże się z obecnością trzech deficytów psychicznych: lęku, uczenia się i relacji interpersonalnych.

Kazimierz Pospiszyl dzieli zaburzenie na typ impulsywny i typ kalkulatywny.

Pospiszyl wyróżnia w psychopatii:

  • deficyt lęku – defekt emocjonalny polegający na braku przyswajania odruchów moralnych i braku empatii;
  • deficyt uczenia się – dominujące w typie impulsywnym zachowania agresywne;
  • upośledzenie związków – relacje oparte na przydatności innych do własnych celów, płytkie związki – dominujące w typie kalkulatywnym, ignorowanie konwencji społecznych;
  • cierń psychopatyczny – zubożone życie psychiczne, kompensowane przez narcyzm – wyczulenie na przejawy niedoceniania.

Socjopatia to trwałe zachowania antyspołeczne, pojawiające się w wieku dorastania, trwające w okresie dorosłości, w kilku różnych obszarach.

Udoskonalenie metod badania mózgu spowodowało wydzielenie swoistej kategorii osobowości nieprawidłowej, uwarunkowanej nabytym, zwłaszcza w okresie płodowym, okołoporodowym lub we wczesnym dzieciństwie, uszkodzeniem ośrodkowego układu nerwowego. Osobowość nieprawidłową o podłożu organicznym nazywamy encefalopatiąlub charakteropatią (tj. organicznymi zaburzeniami charakteru).
http://pl.wikipedia.org/wiki/Osobowo%C5%9B%C4%87_dyssocjalna

____________________________________________________________________________
#Polska