Świece dymne ignorantów teatralnych

Świece dymne ignorantów teatralnych – Dla mnie cała historia „skandalu” w Bydgoszczy jest niczym innym, niż wpasowujący się idealnie w sposób działania „spółdzielni teatralnej”, sposobem na robienie wokół siebie larum:

swiece-dymne-ignorantow-teatralnychCi wszyscy wyznawcy „nowego teatru” są niczym innym, niż nieudacznikami zawodowymi, którzy używają tych wszystkich wytrychów, jakimi są brak narracji, modernizm, nowy teatr, antynarracyjność, skandal, itd, itp, etc, jako świece dymne, które w istocie mają jedynie za zadanie przyćmić fakt, że są oni kompletnymi ignorantami zawodowymi, bez podstawowego warsztatu, którzy uprawiają najgorszego rodzaju amatorszczyznę, do której banda zaprzyjaźnionych pseudorecenzentów dorabia ideologię i foruje, jako majstersztyki.

Z resztą Festiwal Prapremier, na którym wydarzył się ów „skandal” jest jednym z flagowych festiwali zamkniętego obiegu festiwalowego „spółdzielni teatralnej”, do którego mają dostęp tylko jej członkowie, którzy potem wzajemnie się nagradzają i ogłaszają, jacy to oni są nowatorscy, wspaniali i w ogóle najlepsi w Polsce.

Poniższy artykuł jest odważnym i jednym z niewielu głosem przeciwko całej tej hucpie, jaka odbywa się w Bydgoszczy:


Brawa za hejt

Byli już tacy w historii, którzy filozofię Nietzschego o nadczłowieku przekuli w czyn, bo odczytali ją zbyt dosłownie. Zdaje się, że równie dosłownie odczytują ją „nowocześni” dramaturdzy i ludzie teatru, którym wydaje się, że są lepsi, światlejsi, oswobodzeni ze sztywnych ram moralności, a więc „wolni”. I dlatego mogą obrażać innych? Rozbawianie przez szyderstwo? Za taką „sztukę” zdecydowanie dziękuję – pisze Monika Odrobińska w idziemy.

Podczas bydgoskiego Festiwalu Prapremier aktorka wyjmuje sobie z krocza biało-czerwoną flagę, a nasi oświeceni krytycy oklaskują to „ważne” – jak ocenia jeden z dzienników – „wydarzenie artystyczne”.

W kolejnej scenie „spektaklu” Chrystus gwałci muzułmankę. Kogo to oburza, ten wsteczniak. Takim wsteczniakiem jest wojewoda kujawsko-pomorski, który złożył w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa w przedstawieniu „Nasza przemoc i wasza przemoc” [na zdjęciu]. No i posypały się komentarze: że gdzież wolność słowa i ekspresji artystycznej oraz nieograniczonego dostępu do kultury, że jak są obrażane świeckie uczucia, to pies z kulawą nogą się nie pofatyguje (konia z rzędem temu, kto wyjawi, czym są świeckie uczucia).

Wygląda to tak: trochę katoli podjudzimy, oni podniosą larum, a my im wtedy: o tolerancji, o wolności słowa, wolności sztuki, wolności człowieka. O tym, jaka z nich ciemna masa. W odpowiedzi na akcję wojewody pani dyrektor bydgoskiego teatru nie tylko groziła krytykom sądem, ale rozwodziła się właśnie na temat wolności słowa.

Według Platona wolność jest istnieniem dobra, do którego dąży dusza i w którym chce się doskonalić. Czy podobne sztuki są odzwierciedleniem dobra i służą doskonaleniu? Kartezjańskie pojęcie wolności zakłada, że jest ona źródłem godności człowieka. Czy podobne sztuki konstytuują godność człowieka, czy w nią godzą? Egzystencjaliści uważali, że wolność oznacza odpowiedzialność. Czy podobne sztuki świadczą o odpowiedzialności ich twórców za to, jak kształtują widzów?

Wreszcie według Nietzschego tylko tzw. „nadczłowiek” (Ubermensch) ma wolną wolę, której towarzyszy siła twórcza. Przywilejem tym nie są obdarzeni zwykli ludzie – uwikłani w starą moralność, przez co nie mogą przekroczyć siebie i stać się wolnymi. Mogłoby się wydawać, że to my, „zacofany, ciemny ludek”, nie potrafimy przekroczyć siebie i przewietrzyć zatęchłych zasad moralnych, które nie pozwalają nam cieszyć się zdobyczami nowoczesnej moralności i jej odzwierciedleniem w nowoczesnej sztuce. Byli już tacy w historii, którzy filozofię Nietzschego o nadczłowieku przekuli w czyn, bo odczytali ją zbyt dosłownie. Zdaje się, że równie dosłownie odczytują ją „nowocześni” dramaturdzy i ludzie teatru, którym wydaje się, że są lepsi, światlejsi, oswobodzeni ze sztywnych ram moralności, a więc „wolni”. I dlatego mogą obrażać innych? Rozbawianie przez szyderstwo? Za taką „sztukę” zdecydowanie dziękuję.

A jej „twórcom” zacytuję jeszcze jedną definicję wolności – Ericha Fromma: „Wolność nie oznacza wolności od wszelkich wiodących zasad. Wolność jest wolnością do rozwoju (…) Oznacza posłuszeństwo zasadom, które rządzą optymalnym rozwojem jednostki”. Kogo jednak rozwija wulgarność?