Zamęt informacyjny rodem z podziemia

Zamęt informacyjny rodem z podziemia  – to artykuł opisujący skandaliczną manipulację, jakiej używa tak zwane „podziemie”, żeby zdyskredytować dyrektora Morawskiego

Należy jeszcze dodać, że mit o wysokiej frekwencji za czasów panowania Fałszywego Jezusika nie jest niczym innym, niż li tylko mitem właśnie, który jest głoszony wszem i wobec, a w rzeczywistości było tak, że na tę „wielką sztukę” rodem ze spółdzielni teatralnej nie było w ogóle widowni i manipulowało się statystyką, która jak wiadomo dziwką jest. To także zwiększa zamęt informacyjny, jaki ma miejsce w celach dyskredytacji obecnej dyrekcji.


Zamęt informacyjny rodem z podziemia

Zamęt informacyjny rodem z podziemia

Niska frekwencja w Teatrze Polskim = wina dyrektora. Czy aby na pewno?

Warto zwrócić uwagę na to, że „informacje” podawane przez tzw. „Podziemie”, Gazetę Wyborczą, Gazetę Wrocławską oraz kilka innych, zakwalifikować należy tak naprawdę nie jako informacje lecz opinię jednej grupy. Irracjonalność tych manipulacji jest tak kuriozalna, że mogłoby się wydawać, iż większość odbiorców bez trudu je rozszyfruje. Niestety. Tzw. „Podziemiu” i m.in. Gazecie Wyborczej, poprzez manipulacje udało się mimo wszystko wprowadzić absurdalny zamęt informacyjny. Na sprawę dobrze byłoby spojrzeć jeszcze raz na chłodno.

1. „EPIDEMIA” WŚRÓD KONTESTUJĄCYCH AKTORÓW

Aktorzy kontestujący grupowo idą na wielomiesięczne zwolnienia lekarskie. Można to okrzyknąć rożnymi, pięknymi hasłami: bunt, strajk, protest, opór w słusznej sprawie. Niestety. Jedyne hasło, które się nasuwa i w pełni oddaje stan rzeczy to SABOTAŻ. Niespotykana dotąd fala długoterminowych zwolnień lekarskich w rzeczywisty sposób przyczyniła się do odwoływania kolejnych spektakli. Jeśli aktorzy nagle padają ofiarą „epidemii”, planowane spektakle po prostu nie mogą się odbyć. Towarzysząca temu radość tzw. „Podziemia”, związana z masowymi zwolnieniami lekarskimi budzi poważne wątpliwości. Czy te osoby źle życzyły hołubionym przez siebie aktorom, ciesząc się z ich choroby czy po prostu są niespełna rozumu ciesząc się, że teatr nie może wystawiać spektakli? Przedstawienia te, nawiasem mówiąc, były przygotowane podczas kadencji poprzedniego dyrektora. Czy tak wygląda walka o teatr?

Sytuacja powodująca, że spora część widowni dostawała kolejne informacje o odwoływanych spektaklach, na które były już wykupione bilety, wpłynęła w znaczący sposób na poziom zainteresowania repertuarem Teatru Polskiego. Właśnie m. in. takie zdarzenia odbijają się na stanie dzisiejszej frekwencji.

2. “RZUT ROLĄ”

Niektórzy aktorzy kontestujący realizowali swój protest w nieco innym wymiarze. Decydowali się na tzw. „rzucenie rolą” czyli rezygnację z udziału w danym przedstawieniu. Oczywiście każdy aktor ma prawo raz w sezonie wykonać taki ruch, jednakże zazwyczaj są to sytuacje wyjątkowe i jednostkowe. Problem zaczyna się wtedy gdy robi to znaczna część aktorów, dodatkowo, niektórzy z nich składają rolę niedługo przed premierą. Chce się wierzyć, że mimo wszystko w tych decyzjach przeważały szlachetne pobudki, niemniej takie zachowanie jest po prostu nieprofesjonalne i mało koleżeńskie, chociażby w stosunku do reszty obsady.

Ten rodzaj sabotażu w Teatrze Polskim powoduje przesunięcia terminów premier, co z kolei jest wystarczającym powodem dla niektórych grup i mediów, aby podać do wiadomości publicznej to, że „w Teatrze Polskim JAK ZWYKLE panuje chaos, gdyż KOLEJNY aktor nie wytrzymał, rzucił rolą i PO RAZ KOLEJNY przesunięto premierę.” Efekt? Oczywiście stan dzisiejszej frekwencji.

3. CZARNY PR

Tzw. „Podziemie” celowo i niestety czasami skutecznie namawiało ludzi do omijania Teatru Polskiego szerokim łukiem. Pomijając wielką kampanię tzw. „hejtu”, którą grupa kontestująca zaczęła realizować zanim w ogóle Pan Morawski przestąpił próg teatru, niektórzy uciekali się do bardziej niekonwencjonalnych metod: – umawianie się grupowo na wychodzenie w trakcie spektakli, tak jak to miało miejsce chociażby w przypadku czytania „Terroru” i premiery „Mirandoliny” na Scenie Kameralnej. Konkretne grupy zajmowały miejsca na widowni, następnie od początku przedstawienia, kolejne osoby, wychodziły ostentacyjnie trzaskając drzwiami. Warto zaznaczyć, że te same osoby, na łamach Internetu, wcale nie kryły się specjalnie z tym, że taki rodzaj protestu był zwyczajnie umówiony. – pisanie z góry niepochlebnych opinii o spektaklu wyłącznie na podstawie zdjęć z prób, czy chociażby osobistej niechęci do reżysera czy aktorów. – gromadzenie się pod Teatrem Polskim tuż przed przedstawieniem w celu zniechęcenia widowni do udania się na spektakl, poprzez różnego rodzaju niepochlebne, aroganckie wypowiedzi oraz rozdawanie ośmieszających ulotek.

Pomijając cały aspekt ideologiczny, osoby z tzw. „Podziemia” (zaznaczając jednocześnie, że oficjalnie wyrażają sprzeciw wobec mieszania teatru z polityką), sprawiły, że niektórzy widzowie mogli poczuć się niezręcznie. Część widowni, która od czasu do czasu przychodzi do teatru nie chcąc wikłać się jednocześnie w żadne oficjalne spory, przez takie „akcje zorganizowane” została postawiona w kłopotliwej sytuacji. W tym miejscu warto też wspomnieć, że widownią Teatru Polskiego nie są jedynie użytkownicy Facebooka zrzeszeni pod takową nazwą profilu.

Protest protestem, ale czym ci widzowie zasłużyli sobie na to, aby w ten sposób zakłócać im obcowanie ze sztuką? Dla części widzów przeżywanie spektakli ma wymiar sacrum (pojęcie obce niektórym osobom z tzw. „Podziemia”). To zwyczajna bezczelność i prostactwo, które nijak mają się do nieustannego obnoszenia się ze sloganem „Bronimy kultury!”. Po takim wydarzeniu nie można się dziwić, że część widowni zniechęciła się do przychodzenia na spektakle.

Pomiędzy tym wszystkim bez ustanku była puszczana na różne sposoby w eter niezliczona ilość informacji jakoby teatr nie działał, co oczywiście nie jest zgodne z prawdą, ale wprowadziło absolutny zamęt informacyjny, który miał ogromny wpływ szczególnie na tę część widowni, która nie jest na bieżąco ze wszystkimi wiadomościami. Na zamęt informacyjny oczywiście składają się też różnego rodzaju łatki, oskarżenia czy pomówienia, których powtarzanie bez ustanku było realizowaniem planu kompromitacji dyrektora jak również osób współpracujących z nim.

PRZYKRE ALE PRAWDZIWE

Kontestująca grupa z oburzeniem i dziką satysfakcją ogłaszała odwołanie kolejnych spektakli z jednoczesną aprobatą wobec aktorów, którzy to spowodowali. To właśnie ta grupa na wszelkie sposoby odwodziła widzów od chodzenia do teatru, po czym głośno i uroczyście ogłaszała Pana Morawskiego głównym sprawcą niskiej frekwencji.

Masowa „epidemia” i olimpiada w „rzucie rolą” miały miejsce na początku sezonu i były w pewnym sensie ukrytym sabotażem. Teraz w środowisku osób kontestujących pojawiają się głosy dotyczące planowania jawnego sabotażu. Aż strach pomyśleć co to może znaczyć.

Tzw. „Podziemie” przyjęło bezczelną strategię kompromitacji dyrektora:
Podstawić mu nogę, a gdy ten się potknie, zacząć krzyczeć „Ludzie! Zobaczcie! On nie umie chodzić!”

C. D. N

https://www.facebook.com/notes/sztuka-chamstwa/p%C3%B3%C5%82prawdy-rodem-z-podziemia/269765440161486/


#teatrpolski