Życie przed telewizorem

Życie przed telewizorem – to najnowszy wkład Grzegorza Pawlaka w rozważania o tym jak przeżyć swoje życie.

 

Życie przed telewizorem

Życie przed telewizoremWysiłek… Dla jednych zło konieczne, dla innych środek do celu.

Dać się nieść fali, czy płynąć w swoim kierunku? Jedno z podstawowych pytań, na które, moim zdaniem, każdy powinien sobie odpowiedzieć.

Zmęczeni życiem, które ktoś nam organizuje, niezadowoleni, sfrustrowani, siadamy po całym dniu ciężkiej pracy, przed telewizorem i patrzymy, podglądamy, jak żyją inni. Telewizor to taka „dziurka od klucza”, przez którą możemy się ,bezpieczni, przyglądać, oceniać, podziwiać, śmiać się z innych, i wreszcie, z satysfakcją stwierdzić, że Ci „inni” czasem mogą być od nas głupsi, naiwniejsi, mogą mieć „gorzej od nas”.

Ilu z nas, w tym właśnie momencie, zastanawia się, kto jest po tej drugiej stronie „dziurki od klucza”, po „drugiej stronie lustra”. Lustra. bo przecież pokazuje się tam „takich jak my”.

Nie zastanawiamy się wtedy nad tym, jaki sztab ludzi musi pracować na to, żeby bohatera reportażu, który opowiada o tym, że przegrał swoje życie, zmusić do łez przed kamerą. Do pokazywania „uczuć” – taki „eufemizm”. Z tą różnicą, że ten Bohater nie jest aktorem, nie „użycza swoich emocji, granej przez siebie postaci”, tylko opowiada o swoim prawdziwym życiu.

Wszystko po to, żebyśmy się nie nudzili, żebyśmy nie mogli się oderwać od odbiornika, żebyśmy byli tą maleńką cegiełką, z której buduje się „słupek oglądalności”.

No tak, przegrał życie, bo uwierzył wspólnikowi. Sam sobie winien. My nikomu nie ufamy, jesteśmy bardziej ostrożni. Ufają tylko głupcy. I już. Problem „na tacy” podany i „na tacy” rozwiązany.

A jak było naprawdę? Kogo to obchodzi? Ważne, że zapomnieliśmy na chwilę o swoich kłopotach. Jakie to terapeutyczne. Popatrzyliśmy sobie przez chwilę na czyjeś cierpienie po to, by za chwilę „żyć długo i szczęśliwie” w towarzystwie pięknie wystylizowanej „Pani, Która Poznała Prawdę”.Pani, która wie, jak żyć, co jeść, z kim się spotykać, kogo podziwiać, w co wierzyć. Jesteśmy onieśmieleni i zaszczyceni, że Ta Piękna Pani chce tracić z nami czas. Gdzie tam nam do niej? PODZIWIAMY. I też zapominamy o swoich kłopotach. Kolejny element terapii.

Nasze receptory właśnie ćwiczą się w odbieraniu wirtualnej rzeczywistości. Uczą się reagować na skandal, czyjeś cierpienie, poprzez podglądanie świata przez „dziurkę od klucza”.

A potem do łóżka, bo rano trzeba iść do pracy, do szefa – kretyna, do ciężkiego, PRAWDZIWEGO ŻYCIA.

A chciałam (chciałem) być: lekarzem, strażakiem, ratownikiem, szewcem, pływakiem, kulturystą, ale… mama, tata, kretynka nauczycielka, sąsiadka, koleżanka, Żydzi, cykliści, komuniści…

A gdyby tak „ruszyć dupsko”?!

Czy, oglądając naszą Piękną Panią z Telewizji, myślimy o tym, ile musi wkładać wysiłku, żeby być tam gdzie jest?! Choćby nawet była „Resortowym Dzieckiem”, albo miała wujka Prezesa, i było jej łatwiej się tam dostać. Żelazna dieta, ćwiczenia, dyscyplina, wiedza (no, może się trochę zagalopowałem, część na pewno tak, nie uogólniajmy), ale jednak! Przynajmniej wiedza o tym, jak się ubrać i co zrobić, żeby się tam utrzymać!

Ano podobno nie traktować widza poważnie, bo tego nie znosi, jak powiedział pewien BARDZO ZNANY PUBLICYSTA. Widz musi czuć, że jest głupszy, musi podziwiać! Ale kogo, co?!

Ano to, na co wszyscy dajemy się, na naszych kanapach, nabierać.

Ale jak to?! My się na to nie zgadzamy!

No to zróbmy własną telewizję! Ruszmy, jako się rzekło, „dupska”.

Nic nie dzieje się samo! I nie od razu. Może nie my, ale nasze wnuki. Na to potrzeba pewnie kilkudziesięciu lat, jak podpowiada doświadczenie i obserwacja rzeczywistości! Ale od czegoś trzeba zacząć. A w dodatku jakie to olbrzymie pieniądze, jakie „know how”, ile samozaparcia, wiedzy. Bo taka telewizja to przecież cholernie trudny biznes. I musi być oglądana! Musi zarabiać! Potrzebuje świetnych fachowców! Itd., itp.

Ileż to wymaga WYSIŁKU!

Chcemy narzekać, nasza sprawa! Chcemy żyć cudzym życiem – jak wyżej!

Często słyszy się rozmowy: „Kochana Pani, ta moja sąsiadka z naprzeciwka… Mój chłop się za zdzirą ogląda. Jakie to bezwstydne! Odsłania te swoje „kulasy”, paraduje w obcisłych spodniach”. No tak, tylko ona na tego chłopa w ogóle nie zwraca uwagi. Ma swojego faceta, którego poznała na siłowni, gdzie codziennie katuje się po parę godzin, żeby wyglądać tak, jak wygląda i jest z tego zadowolona. Płynie, a nie daje się nieść fali!

Ktoś inny (a takich przypadków jest coraz więcej) wyrzucił telewizor. Nie chce oglądać telewizji. Woli czytać książki, chodzić do teatru. A to też wymaga WYSIŁKU. Żeby zrozumieć, poruszyć WŁASNĄ wyobraźnię, wejść przez tę „dziurkę od klucza” do świata i mieć odwagę „uruchomić siebie”. Zdać sobie sprawę z własnych ułomności, braków, pracować nad sobą, iść do celu, uczyć się PŁYNĄĆ!! Być „w drodze”.I jeśli nawet nie uda się osiągnąć tego celu, to przynajmniej próbować się do niego zbliżyć! Lub „po drodze” znaleźć inny! ŻYĆ! WŁASNYM, a nie czyimś życiem.

A oglądać telewizję też, chyba, trzeba umieć…

Tak wiem… Łatwo oceniać innych! Też temu ulegam…

Pisałem o tym, że młodzi ludzie zdają do Szkoły Teatralnej, żeby grać w serialu. Ale z drugiej strony, co mają zrobić? Jakie Hollywood, takie Gwiazdy!

Tyle, że my zgadzamy się na ten Hollywood, gapimy w telewizory, oglądamy i słuchamy się polityków…
A propos polityków: czasem mam wrażenie, że patrzę na niekończący się „roast”. Jedni „nadają” na drugich i odwrotnie.

Pewnie, że jednych bardziej lubimy, a innych mniej, bardziej sprzyjamy jednym, mniej drugim, ale, do cholery, to cały czas jest ten sam „roast”! I to my płacimy za bilety, żeby go oglądać! Za bilety, na które sami musimy zarobić!

W jaki sposób?

I tu wracamy do początku…

Grzegorz Pawlak

https://www.facebook.com/grzegorz.pawlak.526/posts/1153124528072881


#zycie